Spis treści

sobota, 2 maja 2015

Swatki #8 - multipairing.

Przepraszam za nieobecność, naprawdę. Teraz już będzie regularnie, obiecuję. Aha.
Moim zdaniem rozdział jest cokolwiek przeciętny, chociaż AoKaga>>>>>>>>>>
Znowu dedyk dla Kluski i Agnieszki, bo bez nich to by nie powstało.
Będzie coraz więcej MomoRiko. Bo mogę. I kij.
Mam fazę na tsundere relacje, gomen.
*


- Ale mnie dupa boli…
                Tą twórczą myślą Kagami rozpoczął czwarty dzień wyjazdu treningowego. Z początku nie do końca widział na spuchnięte oczy i dopiero po kilku minutach zaczął dostrzegać kolejne elementy otoczenia. Cokolwiek niepokojące elementy.
                Potworny syf. Puste butelki po sake. Łóżko totalnie rozbabrane, kołdra pod drzwiami łazienki. Jego własny wygląd, kiedy przejrzał się w lustrze – oczy gościa, który naprawdę za mocno zabalował, rozczochrane włosy, niekompletny strój (w zasadzie brak stroju). I najgorsze – odziany jedynie w bokserki Aomine rozwalony na pościeli. Spał.
                Co się wydarzyło tej nocy? Butelki po sake wskazywały na intensywne pijaństwo, zresztą przypominał sobie jakąś imprezę w pokoju innych zawodników Seirin. Kto tam był? Chyba większość nastoletnich koszykarzy na obozie… I Momoi, uświadomił sobie. Co z jakiegoś powodu go niepokoiło. Picie, muzyka, śpiewający Kise… Nie był w stanie dokładnie sobie przypomnieć, co było potem, więc usiadł i usiłował przywołać jakieś odczucia czy obrazy. I im dalej zachodził, tym bardziej stwierdzał, że chyba nie chciał tego wiedzieć.
                Naprawdę obmacywał się z Aomine i turlał się z nim po podłodze? Czy to możliwe, że po odprowadzeniu ich przez Momoi do pokoju tamten rzucił go na łóżko i się z nim przelizał? I… Zaraz… Co prawda czegoś takiego Taiga w żaden sposób sobie nie przypominał, ale dlaczego tak bardzo boli go tyłek? Czy to możliwe, że… Nie. Nie przespał się z Daikim, prawda? To niemożliwe. To, kurwa, niemożliwe! Coś takiego by się nie stało! Popatrzył na niego, chcąc poczuć dreszcz obrzydzenia, ale, ku swojemu przerażeniu, zdał sobie sprawę, że ciało Aomine nie budzi w nim tego uczucia, raczej przeciwnie. Nawet na trzeźwo. Kurwa mać.
                Przez dłuższą chwilę siedział z głową w ramionach, nie wiedząc, co ze sobą zrobić. Az w końcu jego towarzysz się ocknął.
- Bakagami?
- Ahomine…
- Co tu się stało?!
- Przypomnij sobie – przez chwilę patrzyli na siebie w milczeniu, aż do obydwu dotarło, co w zasadzie się zdarzyło. Mniej więcej. – Hej…
- No?
- Nie wiem, czy chcę znać odpowiedź, ale zapytam. Bo… - Kagami pokrył się rumieńcem. – Tyłek mnie boli i zastanawiam się…
- Wiem, do czego zmierzasz. Nie. – Pokręcił głową i obydwaj odetchnęli. - To prawda, obściskiwaliśmy się na środku cudzego pokoju, obmacywaliśmy i całowaliśmy, bo sobie to przypominam. Ale jestem absolutnie pewien, że nie zapomniałbym, gdybym cię wyruchał. Dupa cię boli, bo kiedy… No, nieważne… W każdym razie spadłeś z łóżka. Ja cię zepchnąłem. Chyba, że to wtedy, kiedy…
- Nie kończ! – Kagami zamachał rękami, przypominając sobie kolejny szczegół. Mocno krępujący.
- No, to teraz zaczną się problemy.
- No.
                I rzeczywiście. W czasie, kiedy Kagami i Aomine w niezręcznej ciszy usiłowali posprzątać swój pokój, w jednym z pokoi trenerskich trwała ożywiona dyskusja na temat „co zrobić z idiotami, którzy w środku wyjazdu urządzili sobie alkoholową imprezę”. Nie udało się ustalić, kto przyniósł sake, mimo iż pewne poszlaki wskazywały na Kogę, przy współpracy z Mitobe. Karanie ich za to, kiedy nie miało się pewności, byłoby nie w porządku. Ale i tak trzeba było wymyślić jakiś sposób ukarania kilkudziesięciu zawodników za coś takiego.
- Nie możemy ich wyrzucić z obozu. Jeśli to zrobimy, żadna z drużyn nie będzie miała szans na zwiększenie swojej siły – powiedział poważnie Harasawa.
- Zachowali się idiotycznie, ale to cały czas elita młodzieżowej koszykówki w Japonii.  Ale przydałoby się jakoś ukarać ich za kretynizm – rzuciła Araki.
- Uważam, że najlepiej będzie po pierwsze zwiększyć intensywność treningu. Alkohol obniża sprawność, więc i tak muszą nadrobić. Poza tym… Powinni posprzątać wszystko, co zostawili po tej nocy. No i potworny kac, jakiego z pewnością będą mieli po tym tanim sake, sam w sobie jest niezłą karą – stwierdziła Riko, splatając palce ze sobą.
- Uważam, że to trochę mało. –Takeuchi skrzywił się. Nigdy nie przepadał za Aidą.
- A ja się zgadzam – odparł Shirogane. Wszyscy popatrzyli na niego i Riko. Niezależnie od wszystkiego, ci dwoje byli trenerami najsilniejszych młodzieżowych drużyn w kraju. Co musiało oznaczać, że ich metody treningowe raczej nie zawodzą. Nakatani i Harasawa zgodzili się od razu, Araki i Takeuchiego chwilę przekonywano, ale w końcu musieli się zgodzić.
- Pozostała jeszcze jedna kwestia – starsza z kobiet automatycznie bawiła się drewnianym mieczem. – Prawdopodobnie na tym… Spotkaniu… Była obecna też Satsuki Momoi.  Biorąc pod uwagę, że jest menedżerką Touou, to trochę nienormalna sytuacja.
- Nie możemy być pewni jej obecności tam –wtrącił się Harasawa, gotowy do bronienia menedżerki.
- Nawet jeżeli tam była – Riko nie wierzyła, że to mówi, ale nie przestawała – To podejrzewam, że starała się pilnować chłopaków. A że jej nie wyszło… Było ich kilkudziesięciu. Sama powinnam się tam zjawić i zaprowadzić porządek, ale nie jest zaskakujące, że Satsuki sama nie dała rady. Poznałam ją już. Nie uczestniczyłaby w takiej… Alkoholowej libacji. – Oczywiście, że nie. Siedziałaby i robiła zdjęcia, ale inni trenerzy nie musieli o tym wiedzieć.
- A nie bronisz jej przypadkiem, bo się z nią przyjaźnisz? – Spytał nieufnie Takeuchi, który od dawna zazdrościł Touou menedżerki.
- Nie przyjaźnimy się. Współpracowałyśmy kiedyś i może się tak wydawać, ale w rzeczywistości kiedyś bardzo się kłóciłyśmy. Teraz jest tylko trochę lepiej. Po prostu myślę, że karanie jej byłoby nie w porządku. – Jak szybko weszła w nową rolę. A może to nie była rola? Czy nadal nie znosiła Momoi? Tak, oczywiście, że tak, jej piszczenia, wrednych uwag, uważania się za panią świata, atrakcyjnego ciała, inteligencji… Tak. Właśnie.
                W końcu jej i Harasawie udało się wybronić dziewczynę. Potem zebranie skończyło się, a Riko pognała do pokoju, aby przygotować trening. Oczywiście spotykając tam Satsuki.
- Właśnie uratowałam ci tyłek – rzuciła sucho. – Następnym razem uważaj. Chociaż – dodała niechętnie – za Aomine i Kagamiego należą ci się gratulacje.
                Po czym wybiegła, zostawiając tamtą z mętlikiem w głowie prawie tak strasznym, jaki panował u niej.
***
- Ty idioto! W ogóle zdajesz sobie sprawę, co robiłeś w nocy?
- śpiewałem?
- Żebyś tylko śpiewał – westchnął Kasamatsu teatralnie – Tańczyłeś, wlazłeś na stół, przytulałeś się do mnie, wygadywałeś jakieś… Rzeczy…
- Rzeczy?
- No… Wyznawałeś uczucia… Kasamatsu zrobił się cały czerwony.
-To pamiętam. Nie cofam tego, senpai.
- Słucham?! Boże. Co ja tam w ogóle robiłem?
- Poszedłeś ze mną, bo mnie lubisz.
- Co ty pieprzysz?
***
- Shin-chaaaan, no, nie obrażaj się! O co jesteś zły?
- O to, że jesteś kretynem, Takao.
- Dlaczegoo?
- Zachowywałeś się dziwnie przy nich wszystkich! I  nie umiesz śpiewać.
- No wiesz co? – Tym razem Takao wydawał się autentycznie urażony. Wiedział, że zachowywał się dziwnie, ale że nie umie śpiewać?
- Takao, idziemy – powiedział tamten z irytacją. Stanął przy drzwiach, czekając na tamtego, który zbierał się wyjątkowo powoli.
- A widzisz? Jednak mnie nie zostawisz! – Kazunari tryumfował, a jego współlokator wydał z siebie zrezygnowane westchnięcie.
***
- Co za ofiary losu! Żeby tak się upijać w środku wyjazdu… Ja rozumiem pod koniec, ale teraz? Zamorduję ich. Jak nie trenerka, to ja.
- Hyuuga… Spokojnie…
- Nie będę spokojny! Powystrzelać zanim zrobią coś jeszcze głupszego!
- Hyuuga…
- A ty jeszcze ich bronisz! Idiota!
- Hyuuga. – Kiyoshi złapał ro za rękę i pogładził ją uspokajająco. – Oddychaj. – Po odliczeniu do dziesięciu kapitan Seirin nieco się ogarnął.
- Dzięki.
- Spoko – rzucił tamten, nie puszczając jego ręki.
- Zaraz, co?!
*
Co ja narobiłam...

poniedziałek, 20 kwietnia 2015

Swatki #7 - multipairing

Spóźniłam się tylko troszkę nie zabijajcie błagam
No, jest. Niekanonicznie jak zwykle. Ale kij. Dedykacja dla Kluski i Agnieszki, z podziękowaniami za inspiracje, jeśli chodzi o Aomine i Kagamiego. Nastawiam się na krytykę. Tylko nie krytykujcie Atsushiego, okej? ;;;
Ach, dostałam nową nominację do LBA, za którą bardzo dziękuję kochanej Mariyako <3 Wszystkich zapraszam do zakładki "LBA" na górze.
A teraz... Indżoj, jeśli zdołacie.
*


Yousen w dwuosobowych grupach wyruszyło w teren. Murasakibara i Himuro oczywiście byli razem – mieszkali w jednym pokoju i wydawali się znosić się nawzajem (Tatsuya był prawdopodobnie mniej zagrożony zmiażdżeniem przez Atsushiego niż inni) i teraz truchtali w odległości niecałego metra od siebie. Kiedy odbiegli na tyle daleko, żeby znaleźć się poza zasięgiem czujnego wzroku (i miecza) Araki, Murasakibara wyciągnął z kieszeni spodni naprawdę dużą (jakim cudem ona się tam zmieściła?) paczkę z cukierkami, otworzył ją i zaczął jeść, nie zatrzymując się.
- Atsushi… - Himuro popatrzył na niego z zaskoczeniem – Jakim cudem udało ci się to przemycić?
- Pod koszulką nie było widać. Przecież jest długa.
- Zaraz… To jaki to jest rozmiar? – chłopak zrobił wielkie oczy.
- Nie wiem. Duży. – Tatsuya pokiwał głową i zamilkł. Nieco dziwnie czuł się w obecności Atsushiego, od kiedy mieszkali razem. I spali w jednym łóżku. Podejrzewał, że inne dwójki, którym w udziale przypadł taki pokój, sypiały, nawet się nie dotykając, a oni… Cóż, Atsushi rozkładał się na całym łóżku, więc Himuro spał na jego ramieniu, jakby objęty nim za szyję. Co było naprawdę niezręczne. I, co dziwne, nie mógłby absolutnie szczerze powiedzieć, że mu to przeszkadza. Było ciepło i z jakiegoś powodu czuł się bezpieczny. Kiedy towarzyszy ci osoba mająca dwieście osiem centymetrów wzrostu i zachowująca się jak ogromny, sadystyczny misiek, wkrótce jest jedyną rzeczą, której się obawiasz.
Co nie zmienia faktu, że było to dziwaczne. I nie wiedział, jak sobie z tym poradzić. A Atsushi… Cóż, nie pomagał.
                Nie wiedzieli, ile już biegną, bo żadne z nich nie zabrało ze sobą zegarka. W każdym razie dosyć długo. Himuro nie męczył się za bardzo, bo trenował tak ciężko, że był już przyzwyczajony, ale Murasakibara, chociaż ćwiczeniem nadal przejmował się tylko wtedy, gdy Tatsuya mu kazał, i tak wydawał się w ogóle nie zużywać energii. Ale czego można spodziewać się po chłopaku, któremu koszykówka przychodzi tak naturalnie jak oddychanie? Żadna ilość treningu nie mogłaby zatrzeć różnicy między nimi. Himuro był tak pozbawiony talentu, jak to tylko możliwe. Słabowite dziecko, które kiedyś zapragnęło grać w koszykówkę. I od tej chwili poświęcało jej każdą wolną chwilę, aż stało się naprawdę dobre. Momentami nawet genialne. Ale on i Atsushi byli niewyobrażalnie różni – jeden zakochany w koszykówce i trenujący, kiedy tylko się dało, drugi urodzony z darem do niej, ale zachowujący się, jakby w ogóle go nie obchodziła.
                Ale go obchodziła. Musiała. Bo jak inaczej wytłumaczyć to, że zdołał wejść do Strefy? I to, że nawet, gdy chciał ją porzucić, nie był w stanie?  Zawsze ją kochał. Przecież nie zostałby w drużynie tylko dlatego, że Himuro mu kazał. Tak jakby mu na nim w ogóle zależało, przecież to śmieszne. Ciężko sobie wyobrazić, by Murasakibara się do kogoś przywiązał. Może dawniej do Akashiego, ale teraz… Może od czasu przegranego meczu z Seirin trochę się zmienił, ale nie aż tak, prawda? Chociaż ciężko się dowiedzieć, co naprawdę czuje, ale…
- Muro-chin – odezwał się obiekt jego zastanowienia, przerywając mu tok myślenia – chcesz jednego? – podsunął mu pod twarz torebkę z cukierkami.
- Zaraz… Naprawdę się ze mną dzielisz? – zdziwił się niższy chłopak. Przecież Murasakibara nigdy i nikomu nie oddaje swoich słodyczy. Chyba.
- Bierz, Muro-chin! Bo…
- Tak, już biorę. Dziękuję, Atsushi. – Himuro zdecydował się na wiśniowy, wiedząc, że o zabranie truskawkowego środkowy Yousen mógłby się obrazić, bo to jego ulubione. Zaraz, dlaczego on w zasadzie pamięta takie rzeczy?
                Ciężko stwierdzić, ile tak biegli, bo po pewnym czasie Himuro przestał zwracać uwagę na cokolwiek. Na trasę. Na Atsushiego. Na to, że biegnie. I na to, że na ścieżce, na której się znajdowali, jest spory uskok, który lepiej przejść ostrożnie.
                Murasakibara zauważył, że jego towarzysz, który trochę go wyprzedził, dobiega do uskoku, ale był przekonany, że ktoś taki jak Muro-chin zauważy to i zejdzie, uważając. I zorientował się o sekundę za późno, że chyba tak nie będzie. Himuro opadł na ziemię i leżał tam, nie dając znaku życia.
- Muro-chin? Muro-chin! – gigant podbiegł do tamtego, zeskoczył i ukląkł przy nim. Zaskakująco delikatnie obrócił go na plecy i zobaczył, że z jego czoła cieknie strużka krwi. Zaraz, co powinno się robić w takich sytuacjach? Atsushi miał zwyczaj spać na lekcjach, więc w jego pamięci zostały tylko strzępki informacji. Powinien chyba… Sprawdzić, czy serce bije? Przyłożył wielką głowę do piersi tamtego i usłyszał uderzenia. Bije. A oddech… Było coś takiego jak sztuczne oddychanie, ale jak się to robiło? I ile razy? Przyłożył bez wahania usta do warg Himuro i spróbował wpuścić powietrze. Wydawało się, że jest ciepły i wydycha powietrze, więc wyglądało na to, że żyje. Nie zastanawiając się dłużej, wziął go na ręce, dziwiąc się, jaki jest lekki, i najszybciej, jak był w stanie, ruszył w kierunku, z którego niemal na pewno przyszli. Nie mógł pozwolić, by Muro-chinowi coś się stało. Bo z jakiegoś powodu się do niego przywiązał. Nie rozumiejąc nawet do końca, co to może znaczyć.
                Całe szczęście, że Araki miała dobry wzrok. Gdyby nie to, w życiu nie znaleźliby Murasakibary z Himuro w ramionach pałętającego się gdzieś po plaży i idącego w zupełnie niewłaściwym kierunku.
- Murasakibara? Chodź tu!
- Ara-chin? Muro-chinowi coś się stało, pomóż!
                Himuro na moment się ocknął, nadal się nie ruszając. Zorientował się, że leży podtrzymywany przez duże dłonie Murasakibary i odrobinę się uspokoił, wiedząc, że akurat teraz nic mu nie grozi, bo Atsushi wszedł w tryb *chronię Muro-china przed złym światem*. Mógłby zastanowić się, dlaczego tak jest, ale znowu stracił przytomność.
                Później działo się dużo – Tatsuyę przyniesiono do obozu, zabrano do pielęgniarki, ocucono, opatrzono (na szczęście okazało się, że nic bardzo poważnego mu nie jest) i wypuszczono ze słowami, żeby uważał i teraz odpoczął, a Alex obserwowała to wszystko ze zmartwieniem, ale też żywym zainteresowaniem. Zaś Murasakibara siedział przed drzwiami gabinetu pielęgniarki z miną obrażonego pięciolatka, bo nie wpuszczono go do środka. A potem Himuro wyszedł, lekko się chwiejąc, z bandażem na pół głowy („na wszelki wypadek” – powiedziała pielęgniarka), ocierając łzy, tak, aby nikt nie zauważył, bo przecież to głupie, psuć swoją opinię nieokazującego emocji chłopaka przez dziurę w głowie, i Murasakibara niezgrabnie złapał go i przytulił, zszokowanego, po czym musnął lekko wargami jego czoło. Alex, nie wierząc w to, co widzi, wyciągnęła telefon, żałując, że nie ma przy sobie aparatu Momoi, i zaczęła robić zdjęcia.
- Chodź, Muro-chin, musisz odpocząć – rzucił Atsushi, po czym dodał z urazą w głosie – Martwiłem się  o ciebie.
- Co takiego?
- To, co słyszysz!
Po chwili krępującego milczenia wyższy z nich nachylił się i szepnął drugiemu do ucha:
- Muro-chin, nie płacz już.
- O co ci chodzi? – spytał tamten instynktownie.
- Nie wiem, co robić kiedy płaczesz. – Nie zwrócił uwagi na jego udawane zadziwienie. – Więc, proszę, Muro-chin… Nie płacz już więcej.
***
                Wszystko zaczęło się od tego, że ktoś z drugiego składu Seirin (czyżby Koga?) skombinował skądś sake. I nie wiadomo jakim cudem nikt spośród trenerów tego nie zauważył. Na dodatek sake wcale nie było mało. I w ten sposób w jednym z największych pokoi, tym zamieszkiwanym przez Kuroko, Izukiego i resztę Seirin (poza Kagamim, Kiyoshim i Hyuugą) znalazło się całkiem sporo obozowiczów, w tym Takao wraz z zaciągniętym niemal siłą Midorimą, Kise i Kasamatsu, Hyuuga (Kiyoshi z jakiegoś powodu gdzieś zniknął), wszyscy mieszkańcy pokoju poza Furihatą, którego widziano z Akashim jakiś czas temu, najróżniejsi zawodnicy ze wszystkich sześciu drużyn, Aomine i Kagami, którzy nie przepuściliby takiej okazji na napicie się na co dzień unikanego (w przypadku Kagamiego ze względu na pilnującą go Alex, w przypadku Aomine – na Satsuki) alkoholu, a także, co mogło się wydawać nieco zaskakujące, samej Satsuki, która stwierdziła, że jest już zmęczona pilnowaniem wszystkiego i musi sobie odpocząć. Himuro odpoczywał w swoim pokoju, był tam również Murasakibara, który prawdopodobnie spał albo jadł – ciężko wyobrazić sobie, żeby akurat teraz miał robić coś innego niż to, czym zajmował się przez dziewięćdziesiąt procent wolnego czasu.
                Atmosfera szybko stała się luźna – ktoś puścił cicho muzykę z telefonu, ktoś wyciągnął przekąski, wszyscy po paru łykach sake stawali się bardziej otwarci i przyjaźni… Kuroko nie pił i tylko siedział z boku, obserwując. Jego czujnym oczom nie umknął też fakt, że Momoi tylko udawała, że pociąga pełne łyki, w rzeczywistości pijąc tylko odrobinę. To prawda, domyślał się, już, co dzieje się na tym obozie i dlaczego wszystkie drużyny nagle wyjechały razem, ale jeszcze nie zamierzał przeszkadzać. Prawdę mówiąc, uznał to za całkiem interesujące.
                Nagle rozbrzmiały w powietrzu słowa popularnej piosenki, zafałszowanej tak straszliwie, że gdyby uczestnicy zabawy nie mieli teraz znacznie zwiększonej przez alkohol tolerancji, zapewne pękłyby im bębenki. Takao i Kise stali na stole podtrzymując się nawzajem i usiłowali śpiewać. Ryouta już ledwie trzymał pion, drugi radził sobie lepiej, co nie znaczy, że dobrze. Słowa ciężko było rozpoznać, melodię zresztą też, ale trzeba im oddać – starali się bardzo. Midorima i Kasamatsu usiedli naprzeciwko siebie na fotelach z ponurymi minami, wyglądając jak dwuosobowe bractwo tsundere. Momoi, która brylowała w towarzystwie, będąc jedyną dziewczyną, zaczęła robić zdjęcia.
- Momocchi, tttylko nygdzje tego nje publikuy…-powiedział Kise mało wyraźnie.-To zagrosiłoby mojey kair…kari...
- Nie zrobiłabym niczego, co zaszkodziłoby twojej karierze, Ki-chan!
-Supeer – odparł ten i wrócił do śpiewania. I pewnie śpiewaliby tak jeszcze długo gdyby nie nie do końca zrozumiałe wrzaski spod drzwi. Bardzo głośne. Niemal wszyscy odwrócili się, by ujrzeć Aomine i Kagamiego – z jednej strony drących się na siebie, co wskazywałoby na to, że są na siebie wściekli, ale z drugiej obejmujących się w cokolwiek dwuznacznej pozycji. Z użyciem wszystkich ośmiu posiadanych przez nich kończyn, przy udziale kilku innych stykających się części ciała.
                To, co mówili, nie było najwyraźniejsze, ale brzmiało jak połączenie dużego napalenia (co spowodowało zasadnicze „wtf” na twarzach większości obecnych) z jeszcze większym wkurwieniem. Po chwili zaczęli się jeszcze turlać (nie tarzać – po prostu przetaczać, cały czas zwarci w uścisku) i zatrzymała ich dopiero Momoi, kładąc stopę na Aomine, który aktualnie znajdował się na górze i udając, że jest wkurzona, choć w rzeczywistości raczej miała ochotę zacząć piszczeć.
- Dai-chan! Kagamin! Co wy wyprawiacie?! – Daiki oderwał się od niewątpliwie fascynującego zajęcia, jakim było jeżdżenie ręką podejrzanie blisko tyłka Kagamiego i spojrzał na dziewczynę nieprzytomnie.
- Satsuki…? – nachyliła się i popatrzyła obydwu w oczy.
- Pijani w trzy… Bardzo. Idę ich odprowadzić i zadbać, żeby poszli spać. Wrócę za jakiś czas – rzuciła i złapała obydwu za koszulki, wyciągając z pokoju. Na szczęście prawie nie była pijana, zaś oni bardzo, więc nie byli w stanie do końca panować nad swoimi ruchami. Doprowadziła obydwu do ich łóżka (oczywiście mieli otwarte drzwi) i bezpardonowo na nie pchnęła.
- Spać. Albo robić co chcecie, tylko po cichu. Dobranoc. – Wyszła z pomieszczenia, ale nie oddaliła się, tylko usiadła metr od drzwi na parapecie okiennym z poczuciem dobrze wykonanej roboty.
                Tymczasem trenerzy, którzy w końcu zorientowali się, że w jednym z zamieszanych przez uczniów skrzydeł budynku dzieje się coś dziwnego, zmierzali właśnie w stronę pokoju, w którym odbywała się cała zabawa. Ciężko było nie usłyszeć chóru głosów, które przyłączyły się do Takao i Kise, cały czas usiłując zaśpiewać jedną i tę samą piosenkę.
*
Ciąg dalszy nastąpi.
I teraz rozkminiajcie sami, co jest kanonem, a co nie.
Ktoś prosił o zdjęcie z aparatu Momoi, łapcie:

niedziela, 12 kwietnia 2015

Swatki #6 - multipairing.

Notka na czas, świat się wali, dwugłowe cielęta się rodzą, kometa lata, a Aomine wybielał. Czy jakoś tak.
I wyczekiwany przez niektórych rozwój akcji. A z jakich pairingów? Zobaczycie. I tak to chyba oczywiste ;-;
Jestem gotowa zadedykować to każdemu, kto napiszę mi ImaHanę. Albo chociaż jakąś znajdzie. ImaHana. SZYBKO.
Pamiętajcie, żeby wyrazić opinię!
Akasz niekanoniczny fchuj, ostrzegam.
*


W czasie przerwy poobiedniej Riko i Momoi zamknęły się w pokoju, aby zrobić naradę wojenną. W końcu był już trzeci z dziesięciu dni wyjazdu, należało pchnąć wydarzenia do przodu. Tylko jak?
- Musimy ocenić, która para może najszybciej dojść do skutku – Riko była rzeczowa jak zawsze. – Musimy przeanalizować, co się ostatnio działo.
- Dobra. Zacznijmy od Dai-chana i Kagamina, okej?
- Okej. Coś pomiędzy nimi jest, ale nie wiem, czy to to coś, o które nam chodzi.
- Wiesz… Od nienawiści do miłości…
- Tak, tak. Ale to nie takie proste. Ich trzeba jeszcze trochę poobserwować. Dalej… Kise i Kasamatsu?
- Tu idzie nieźle! Widziałaś, jak zachowuje się Ki-chan? Zwłaszcza po tym, co „przypadkiem” zrobiła Alex-san dziś rano. Wiesz, o co chodzi? Oczywiście mogłaś się nie zorientować, bo przecież…
- Cicho! Tak, wiem, o co chodzi. Wydaje mi się, że tu są szanse, ale co zrobić, żeby je zwiększyć… Możesz trochę ich poobserwować?
- Z chęcią – uśmiechnęła się Satsuki.
- No, super. Murasakibara i Himuro?
- Nie wiem… Zachowanie Mukkuna jest takie dziwne. Nigdy nie umiem stwierdzić, czy czuje coś do Himuro, czy przytula się do niego, bo ładnie pachnie.
- Dokładnie! Ale szczerze, skoro w ogóle go przytula, to i tak jest nieźle… Tylko co tu zrobić? Trzeba pogadać z Alex-san.
- Dalej… Midorin i Takao. Tutaj… Dobrze zrobiłaś, każąc im się wtedy trzymać za rączki. Coś z tego wyjdzie. Akashi i Furihata…
- Kuroko rozmawiał z Akashim w sprawie jego dziwnego przyglądania się Furihacie i teraz być może Akashi pójdzie wyjaśnić sprawę do Furiego. A jeśli chodzi o Kiyoshiego i Hyuugę, to… Ciężko stwierdzić. Popracuję jeszcze nad nimi.
- Zaraz… Akashi teraz idzie do Furihaty? Teraz? Kiedy obydwie mamy wolne?
- Tak…-Aida zrozumiała, o co chodzi tamtej. Popatrzyły na siebie, kiwnęły głowami i błyskawicznie wybiegły z pokoju.
***
                Akashi chodził w stronę plaży i z powrotem, zastanawiając się nad tym, co wczoraj powiedział mu Kuroko.
Podszedł do niego wczoraj, niemal dokładnie dwadzieścia cztery godziny temu, i zagadnął:
- Akashi-kun?
- Tak, Tetsuya?
- Chodzi o Furihatę – te trzy słowa sprawiły, że od razu przyciągnął uwagę Seijurou. – Ostatnio często się mu przyglądasz, prawda?
- Tak?
- Tak. Akashi-kun, on chyba się trochę boi. Twojego wzroku i tego, że nagle zacząłeś tak zwracać na niego uwagę.
- Już wcześniej zwracałem uwagę na Koukiego. Jest… Interesujący.
- W jaki sposób cię interesuje? – Akashi spojrzał na Kuroko czujnie.
- Dlaczego pytasz, Tetsuya?
- Bo chcę mu pomóc. Ostatnio drugi raz przez ciebie zemdlał. Twoje oczy… Chyba działają na niego hipnotyzująco.
- Naprawdę? To interesujące. Tetsuya, uważasz, że powinienem to z nim wyjaśnić?
- Myślę, że tak. Tylko, Akashi-kun… Nie przestrasz go. Bądź z nim ostrożny.
                A potem Tetsuya uśmiechnął się zagadkowo. I teraz Akashi rozważał, czy faktycznie powinien porozmawiać z Koukim. I chyba właśnie się zdecydował. Skierował się do budynku, w którym wszyscy nocowali. Szybko go znalazł – zaraz po wejściu spostrzegł go na końcu jednego z korytarzy. Spuścił lekko wzrok, by rozmówca nie zemdlał, zanim zdąży powiedzieć słowo, i powiedział spokojnie, ale głośno:
- Kouki.
- Ta-ak? – Faktycznie, niemal podskoczył.
- Mógłbyś ze mną porozmawiać? – To nie było pytanie, mimo znaku zapytania na końcu bardziej przypominało informację. Akashi zmienił się… Ale nie do końca.
- Yyy… Tak… - Furihacie nie pozostało nic poza wyjściem za nim. Odetchnał głęboko. Czy Kuroko ma z tym coś wspólnego?
                Stanęli naprzeciwko siebie w cieniu niskiego, acz rozłożystego drzewa i przez moment milczeli, po czym wreszcie Furi zebrał się na odwagę.
- Dlaczego chciałeś ze mną porozmawiać?
- Tetsuya mówił mi, że… Specyficznie reagujesz na mój wzrok. Że zdarzyło ci się mdleć po tym, jak na ciebie spojrzałem. To prawda, Kouki? – Ten poczuł się nagle bardzo mały, mimo że różnica ich wysokości wynosiła zaledwie trzy centymetry, i pokrył się rumieńcem.
- Ty… Trochę… Mnie… Przerażasz… - Wydukał w końcu.
- Przepraszam.- Czy się nie przesłyszał? On naprawdę to powiedział? – Nie miałem tego na myśli. Wzbudzasz moje zainteresowanie, Kouki.
- Co?
- Różnisz się od innych zawodników. Grasz inaczej… I myślisz inaczej.
- Jestem t-tylko tchórzem, który nawet nie był stanie z tobą grać. Dlaczego uważasz mnie za takiego ciekawego? – Zawodnik Seirin w końcu wyraził to, co miał zamiar powiedzieć.
- Masz za niskie mniemanie o sobie. Czy… Czy tylko się mnie boisz? Czy czujesz do mnie coś jeszcze?
- Ja… Nie wiem. To jakby… Kiedy cię widzę, czuję się, jakbym nigdy nie chciał oderwać od ciebie wzroku. To mnie przeraża!
- Widzisz, Kouki… - Akashi podniósł wreszcie głowę, popatrzył tamtemu prosto w oczy i złapał go za podbródek. – Tak się składa, że czuję to samo.
                Kiedy przyłożył usta do ust oszołomionego Furihaty, świat naokoło jakby się zatrzymał.
I nikt nie zauważył błysku flesza aparatu Momoi zza jednego z budynków.
***
                W czasie, w którym Riko i Satsuki były zaabsorbowane obserwowaniem Akashiego i Furihaty z pewnej odległości, w innym punkcie ośrodka Kasamatsu, nie niepokojony przez nikogo innego, usiłował rozmówić się z Kise. Usiłował.
- Nie rozumiem, o co ci chodzi, senpai – Ryouta zrobił obrażoną minę.
- Chodzi mi o to, że od czasu Pucharu Zimowego dziwnie się zachowujesz! Jakoś tak… Przesadnie emocjonalnie!
- Zawsze tak miałem.
- Nie, w stosunku do mnie nie zawsze. To dziw-ne! Lepisz się, mówiłem ci.
- Okazuję ci przyjaźń. Ale może nie chcesz mojej przyjaźni? Jak nie, to…
- Co ty pieprzysz? – zdenerwował się Yukio. – Przeciwko przyjaźni nic nie mam! Tylko że do innych przyjaciół się tak nie odnosisz!
- Bo cię lubię, senpai. Bardziej niż innych przyjaciół. Bardziej niż Kurokocchiego.
- Dlaczego akurat mnie?
- Bo jesteś super! Bo kiedy mi i wszystkim innym odbijało, ty byłeś spokojny! Bo nigdy nie płaczesz przy ludziach! Bo jesteś genialnym kapitanem, który trzymał tę drużynę w ryzach i nie wiem, co z nią będzie, kiedy pójdziesz na studia! Już dawno nie podziwiam Aominecchiego, Akashicchiego czy nawet Kurokocchiego. Ale ty wzbudzasz mój szacunek cały czas! Dlatego! – Kise nie zorientował się, że krzyczy, a Kasamatsu, przytłoczony siłą tych słów, usiadł na ławce i patrzył się na blondyna ze zdumieniem.
- Kise… - Nie miał już siły się na niego denerwować. Nie po tym. Teraz po prostu nie wiedział, co powiedzieć. Co było naprawdę rzadkie.
-Tak, senpai? – On też już się uspokoił.
- Kim dla ciebie jestem? – Spytał bez ogródek. Nie rozumiał czemu, ale chciał wiedzieć. Musiał wiedzieć.
- Senpai…
- Odpowiedz. Po prostu. Kim dla ciebie jestem? – Zapadła cisza.
- Nie wiem. Naprawdę, senpai. Nie wiem.
- No, to chyba czas się dowiedzieć, co? –Kasamatsu wstał i zrobił kilka kroków w kierunku boisk, starając się wrócić do normalnego nastroju. – No chodź! Przerwa zaraz się skończy!
  *
Czuję się trochę, jakby Kuroko dołączył do spisku, a nie planowałam tego. Co.